Zielone szaleństwo / inwazja tandety? Kilka słów o sztucznych roślinach w akwarium.

Po tym wpisie jedni będą turlać się ze śmiechu, inni odejdą zniesmaczeni, kolejni zaś stwierdzą, że po raz wtóry oszalałem. W każdym razie za chwilę czeka Was pranie mózgów i gównoburza, a to oznacza, że jestem w swoim żywiole. Znów narozrabiałem 😀

Ale najpierw wypadało by Was przeprosić, ponieważ w ciągu ostatnich kilku dni zostaliście wprowadzeni przeze mnie w błąd. Celowo dodam i można linczować oraz topić. Ten mały eksperyment socjologiczny miał jednak coś pokazać i tym samym stał się okazją do popełnienia niniejszego tekstu. No już, wybaczcie, zostaliście użyci do celów badawczych dla dobra akwarystyki 🙂 To szlachetny cel. I zaszczyt. ‘’Panie akwarysto, melduję wykonanie zadania’’. No dobra, już mówię o co chodzi.

Parę dni temu zamieściłem w grupie i na stronie swoje akwarium z aranżacją, powiedzmy to nurzańcową. Czyli kępa chwastu porastającą tył zbiornika, no i pięknie jest, zielono, i skromnie bardzo jest. Akwarium zebrało polubienia, nieco komentarzy, no i poszło w zapomnienie. Ktoś zapytał jakie to rośliny. I teraz właśnie mogę wyjaśnić tą tajemnicę sfinksa – to były rośliny sztuczne 😀 😀 Były i są, bo z tej aranżacji nie zamierzam na razie rezygnować. Bo przecież nie byłoby akwarystyki tradycyjnej bez roślin sztucznych. To obraza boska.

Plastykowe rośliny cieszą się ogromnym gronem przeciwników i hejterów, podobnie jak ceramiczne zameczki. Choć zwolenników na pewno też mają. Szkoda, że ci przeciwnicy nie hejtują tak samo plastyków od filtra, gumowych rurek, gotowych lamp, termometrów, twinstarów dozujących CO2 z butli, nawozów albo i samych szklanych akwariów – przecież i one są w całości sztuczne. Co więc za różnica, czy w pewnym zbiorniku zamiast roślin żywych użyjemy tych sztucznych? Różnice oczywiście są, ale o nich będzie na końcu. Najpierw jednak geneza, skąd pomysł na taki wystrój, co mnie skłoniło, no i jak to szło.

A zaczęło się niewinnie. Jakiś czas temu wpadły mi w oko takie oto aranżacje z samego nurzańca ‘’trawiaste’’ zielone łąki wyglądały całkiem estetycznie – prostota i natura.

a501

10606316_603652193076561_6322321477850247988_n

Mój nurzaniec trochę jednak dał mi w kość – jak bez wzmacniaczy, to rósł wolno, jak dostał pożywkę to bielał i dostawał dziur. Bądź tu mądry. Wkurzałem się, ale roślinka sobie była. Pewnego razu zawędrowywałem do kwiaciarni i uwagę moją przykuła sztuczna roślina dekoracyjna, do złudzenia przypominająca naszą vallisnerię. Tak patrzę i już grzeszę w myślach, bo po krótkiej wizualizacji w swej chorej głowie stwierdziłem, że może coś z tego być. Zakupiłem pęczek, w domu pociąłem odpowiednio, i zacząłem to układać aby zobaczyć. Efekt przerósł moje najśmielsze oczekiwania. Roślinki okazały się wykonane z tak delikatnego tworzywa, że nawet falują lekko w nurcie wody, co wygląda bardzo naturalnie. Tak sobie pomyślałem – Jeżu Kolczasty, ile ja bym musiał się naświecić, nawozić, ‘’podlewać’’ i czekać aby coś takiego stworzyć? W low techu przynajmniej kilka miesięcy. I jeszcze ciągle wywalać nowe pędy, rozcinać i porządkować, pamiętać o świetle – tutaj nie muszę. Bzdzi sobie słabe białe RGB i mogę akwarium obserwować w świetle przyćmionym tak jak lubię cały czas. Jak dla mnie to same plusy. Nie wiem czy pamiętacie, że ja w swoich akwariach kieruje się głównie taką zasadą, aby stworzyć, efekt, klimat, pseudo – kopię zbliżoną do naturalnego środowiska, jednocześnie mając przy tym jak najmniej pracy w codziennej pielęgnacji. I wiem, wiem ! Że są akwaryści którym przyjemność sprawia pielęgnacja żywych roślin, przycinki, mieszanie nawozów, świecenie, dozowanie CO2 i inne cuda – wiem i podziwiam Was za to. Ja jednak tego nie znoszę. Jestem chyba jedynym znanym sobie akwarystą, który w akwarium grzebać nie lubi, co niezmiennie szokuje wielu. Ale i dzięki temu mogę tworzyć coś innego, dzielić się tym i pokazywać. I bardzo dobrze, że jesteśmy tak różnorodni w poglądach, gdyż w tej bogactwie form, każdy może znaleźć wycinek dla siebie, jaki da mu satysfakcję.

4e8afc80ca055

– Ale Tradycyjny jełopie, rośliny żywe pełnią ważną funkcję w akwarium, produkują tlen i niwelują szkodliwe produkty przemiany materii od odchodów ryb!

No to fakt. Trudno się nie zgodzić. Ale czy o deszczowni państwo słyszeli? Filtracji i wkładach spełniających różne funkcje? W każdym razie, w ostatnich moich 7 akwariach rośliny były skąpym dodatkiem, albo ich nie było wcale. I jeśli do zbiorniczka 50 litrów mam podłączony filtr dedykowany do 240 który wcześniej dawał radę w 300 litrach przy 40 rybach, to mając jednego bojownika nie muszę chyba się martwić o te sprawy. Poza tym coś żywego jednak tam mam. Jest rzęsa trójrowkowa i pęd scindapsusa, którego korzenie cały czas rosną i ‘’ssają’’ wodę.

2297743921_7f9061207c

Można by jeszcze polemizować z czymś innym, mianowicie niektórzy twierdzą, że sztuczne rośliny mogą kaleczyć ryby, albo i wydzielać do wody coś toksycznego. Jedno i drugie ma jakoś im przeszkadzać, a ryby mają nie wiadomo skąd wiedzieć, że nie otaczają ich roślinki żywe…No są tacy co głoszą takie teorie. Z pierwszym to przegięcie – chyba że roślinka jest zrobiona z naprawdę nietypowego twardego tworzywa. Pomijając już funkcje biologiczne jakie spełnia żywa zieleń w akwarium, dla ryb ma ona głównie inne znaczenie. Mianowicie taki gąszcz zwiększa poczucie bezpieczeństwa, i niektóre gatunki czmychają tam, jeśli coś za szkłem się poruszy. Chętniej przystępują do tarła – ale ogólnie chodzi o ten ‘’komfort psychiczny’’ jaki daje im ‘’busz’’. I tutaj jest ogromna przewaga po stronie sztucznych roślin, jako, że nie musimy cykliczne grzebać, zanurzać rąk i straszyć ryb.
Co do wydzielania toksyn. Może się tak zdarzyć, ale to już trzeba mieć niezłego pecha.  Tak naprawdę plastiku w wyposażeniu akwarium mamy mnóstwo – od rurek z deszczownic, po części filtra, pokrywy itd. I moje najgorsze doświadczenia z ‘’wydzielaniem czegoś do wody’’ pochodzą od zgoła innych części niż rośliny. Pamiętam kiedyś były produkowane takie czarne przyssawki. Strasznie śmierdziały. Ale właśnie mówiono aby je wymoczyć, bo ryby szaleją. I tak bywało. Teraz są dostępne te same, ale robią je już z czegoś innego. Innym razem kupiłem jakiś filtr na allegro, i też nie wymoczyłem ani nie wygotowałem wkładu z gąbki. A strasznie waliła chemią. I ryby zareagowały dość szybko pływając żwawo z góry na dół przy szybie. Nigdy więcej. Natomiast o czym warto w przypadku sztucznych roślin pamiętać – nigdy ich nie wygotowujemy we wrzątku! Pomijając, że często tracą fakturę i kolor, to właśnie wtedy możemy spowodować puszczanie z tak potraktowanego tworzywa szkodliwych chemikaliów. Mój bojownik roślinkami wydaje się być zachwycony. Buszuje między nimi, śpi, szuka czegoś, albo próbuje złapać Piskorka. I chyba tyle na ten temat.

24099797_502759316758889_2115291690_n

Sztuczna tandeta, gdzie kupować, gdzie szukać?

No już nie będę taki – podzielę się swoim odkryciem. Ale nawiązując do pytania, na pewno nie szukać w sklepach zoologicznych ani w Internecie. Tam nie znalazłem takich jakie mnie interesowały. Za to polecam rozejrzeć się w kwiaciarniach. Miewają spory wybór. A w ubiegły weekend trafiłem na giełdę kwiatową w poznaniu na Franowie, i tam po prostu odnalazłem swój raj…Czego tam nie było :O Jeśli chodzi o sztuczne roślinki to trafiały się nawet takie długie na ponad metr, idealne do obsadzenia dużych zbiorników. Aż mi się smutno zrobiło że sprzedałem swoją 300tkę, bo gdybym wiedział o tym, to miał bym dziś roślinniak na piasku z oświetleniem 0,0005 Wata J Były imitujące rogatka, nurzańca, ludwigię, bacopy, żabienice, anubiasy, elocharis, bolbitis, kabomby, kryptokoryny, krynie, trawniczki – co kto chce. I wszystko za grosze, z zerowym kosztem utrzymania. Niektóre wykonane z tak delikatnego tworzywa, że aż trudno uwierzyć. Ja jednak na razie zostaję przy jednej roślinie, choć wierzę, że z tego co tam jest można by stworzyć wyciosaną aranżację a’la high tech turbo nitro CO2. Tutaj nachodzi mnie refleksja, co jest bardziej sztuczne… Czy pędzona chemicznie i technicznie plantacja równo posadzonych krzaczków, które padną kiedy tylko zabraknie im jednego z elementów, czy może piasek, kamienie i plastiki w skąpym oświetleniu, pokryte łagodnie glonami… Może komuś się będzie chciało w to pobawić. Jako ciekawostkę dodam, że można także zamówić sztuczne rafy do złudzenia imitujące te naturalne, i choć wychodzi to drogo, w praktyce taniej niż żywy morszczak. A ryby i inne stworzenia morskie w takim akwarium mieć możemy. Moda kwitnie obecnie w USA i być może coś o tym napiszę więcej któregoś dnia. Ja swoją aranżację którą widzicie na zdjęciach stworzyłem za ….30 zł.

24098792_502110420157112_813766965_n (1)

Kto oszukuje?

Jeden z akwarystycznych znajomych, powiedział mi taką ciekawą rzecz. Ponoć niektórzy aquascaperzy w swoich tych zapierających dech aranżacjach stosują czasami też rośliny plastykowe, zwłaszcza jeśli chodzi o czerwone lub bardzo wymagające gatunki. Czy to prawda, nie wiem, bo nie widziałem, aczkolwiek zdaję sobie sprawę, że tak wplecioną roślinkę w gąszczu innych ciężko byłoby odróżnić.

Podsumowanie, czyli wady i zalety.

Tak chyba najlepiej. Podać za i przeciw, a każdy sam zdecyduje co dla niego i posiadanych ryb najlepsze lub najwygodniejsze. Ja nie namawiam aby mnie naśladować. Sam kieruję się takimi banalnymi ścieżkami, dla własnego komfortu przy (braku) pielęgnacji zbiornika i stworzeniu dobrego efektu klimatycznego. Żeby miło mi się patrzyło. Stad zajawka na strumienie i akwaria z gałązkami. Teraz przyszedł jednak czas na rośliny. I znów ‘’wbrew sztuce’’ xD I chciałoby się powiedzieć ‘’to już ostatnie akwarium, na pewno nic tu nie zmieniam, zostaje tak na stałe’’ – tak mówiłem sobie przy 50 poprzednich. No wszyscy wiemy jak jest 🙂 Ale ma szansę zostać długo. I jestem zdania, że skoro w akwarium mamy sztuczne praktycznie wszystko z wyjątkiem ryb, bakterii, glonów i niektórych procesów, to co szkodzi…. Zwłaszcza przy tak skąpych obsadach jak moja.

24133724_502759476758873_1679694832_n

Zalety:

– Oszczędność na świetle i energii, w dodatku nie musimy pilnować żadnych godzin świecenia.
– Odporność! Tym sposobem możemy hodować typowo roślinożerne gatunki, bez obawy że zdemolują nam wystrój.
– Niski koszt
– Oszczędność na nawożeniu, którego nie stosujemy.
– Oszczędność czasu, co moim zdaniem jest najważniejsze.
– Mniej stresu dla ryby, mniej cyklicznego grzebania i prac związanych z przycinką oraz przesadzaniem.
– Błyskawiczny i trwały efekt aranżacyjny ( znowu czas )
– Wygląd ( jak trafimy na ciekawe)
– Raczej nie zawleczemy z nimi ślimaków, niechcianych pasożytów albo i chorób.

Wady:

– Dla niektórych wadą będzie samo to, że są sztuczne, jak i to że nie rosną i nie można ich pielęgnować.
– Nie spełniają funkcji biologicznych w akwarium.
– Niektóre wyglądają brzydko i nienaturalnie.
– Mogą zostać łatwiej wykopane przez ryjące ryby. Oczywiście można je przydusić kamykami itd., ale np. te które ja mam nie mają żadnego mocowania i wypłynęłyby nawet przy kiryskach.

Jak już wspomniałem efekt aranżacyjny przerósł moje oczekiwania. Zarówno z daleka jak i bliżej nie mam wrażenia, że oglądam coś sztucznego. Przeciwnie. Obserwuje się dobrze no i zielono, kojąco. Dociera też do mnie smutny fakt, że chyba nigdy nie miałem bardziej zielono w akwarium 😦 A perspektywa błogiego obserwowania i jedynie dolewania wody, cieszy i kusi 🙂 Dlatego powstał ten wpis – aby pokazać, że po prostu można obejść pewne rzeczy przy odrobinie fantazji i szczęścia. I z tandety paradoksalnie, stworzyć coś zbliżonego do naturalnego. A gałązka którą widzicie została wzięta żywcem z lasu, nie jest ani okorowana, ani preparowana / gotowana nic, tylko włożona do akwarium. Półnaturalne i nie biotopowe 🙂 Ale takie kombinacje też mi się wpisują w założenia niskobudżetowej i mało problematycznej akwarystyki.

Jako uzupełnienie polecam inny artykuł na ten temat, traktujący jeszcze inaczej pryzmat wad i zalet które ja wymieniłem.

http://www.superakwarium.pl/poradnik-akwarystyczny/rosliny-akwariowe-8211-zywe-czy-sztuczne-id201.html

24099894_502110396823781_1187059302_n

23972728_502110330157121_1611008482_n

3 myśli w temacie “Zielone szaleństwo / inwazja tandety? Kilka słów o sztucznych roślinach w akwarium.

  1. Bla Bla Bla pisze:

    Dobry.
    Tak sobie czytam i już myślałam, że zaczniesz krzyczeć, że sztuczne to zło, ale się pomyliłam. 🙂
    To gałęzie można wkładać „tak po prostu”? Bez przygotowania, nie to co korzenie?
    Kłesztion number fri.
    Co to za odmiana bojownika? Mam podobnego, tylko płetwy nieco krótsze i bardziej poszarpane (jak go kupiłam taki był), nie wiem co do za gatunek, a chciałabym wiedzieć.
    Pozdrowionka

    Polubienie

    • Akwarysta Tradycyjny pisze:

      Hej. Czy można to jest dobre pytanie. Ja tak robię i to jest kwestia indywidualna. Nikogo nie zamierzam przekonywać aby mnie naśladował ”bo tak lepiej”. Uważam, tylko, że trzeba być bardziej ostrożnym przy pobieraniu kawałków drzewa, gałęzi z innych zbiorników wodnych jeśli chodzi o zawleczenie czegoś. No i wiem też, że w przyrodzie nikt tego im nie przygotowuje, a przecież w akwarium dążymy do odwzorowania jak najbardziej naturalnych warunków i procesów. Na suchych gałęziach brzozy jeszcze się nie przejechałem. To jest bojownik nierasowy, taki tam za dychę z zoologa.

      Polubienie

      • Bla Bla Bla pisze:

        Ooo, jak znajdę spoko gałąź to wypróbuję, myślałam, że trzeba to jakoś mega turbo długo preparować, oczyszczać w jakichś mieszankach, a tu takie miłe zaskoczenie. Wiadomo będę uważać by nic nie zawlec.
        Co co nierasowości bojownika, dzięki. W internecie szukałam i był podpisywany pod różnymi np. syjamski czy karłowaty. Teraz wiem, że mam wielokolorowego rybiegokundla.

        Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s