Woda Brzozowa, czyli ”Akwarium na miotle”.

To będzie dość krótki wpis jak na mnie. Jak pewnie kojarzycie, moim ulubionym typem akwarium są Czarne Wody, i choć obecnie ich nie mam, to i tak uważam, że tego rodzaju zbiorniki tworzą najpiękniejszy w akwarystyce klimat. Są i pewne minusy Black Water, przez które ja z zrezygnowałem z pielęgnacji takich baniaków. Między innymi był to syf z rozkładających się liści, zabijający mi filtrację. Szukałem przeto jakiegoś rozwiązania, aby wrócić nieco do klimatu, a obejść te inne mankamenty drażniące mój spokój pośród czarnych wód. No i znalazłem takie coś jak na zdjęciu poniżej :

w13

Nie wiem kto zrobił to akwarium, wiem że zostało one zaaranżowane na jakiejś wystawie. Uwagę moją zwrócił naturalny sposób zamocowania gałęzi, które pięknie imitują zwieszające się badyle wchodzące do wody, tak jak to mamy czasem nad brzegami zbiorników wodnych. Postanowiłem wykorzystać ten pomysł i na szybko zalałem wolną akurat kostkę 20 litrów. Podrasowałem to po swojemu, z wygody nie dając żadnych roślin, bo i jak widać po moich akwariach za często u mnie nie goszczą. Efekt był piękny, choć nie udało mi się zrobić ostrego zdjęcia, nocą to już w ogóle full klimat. Jednak znów dałem za dużo liści , krewetki rozrobiły to na ‘’błotko’’ , które przytkało filtr, wkurzyłem się i zrobiłem strumień. I tak złamałem postanowienie, które brzmiało ‘’Nigdy więcej czarnych wód’’.

Zdjęcie2763

Ale z tym pomysłem – czemu nie. Tylko dno bez liści wygląda po prostu łyso, ale jeśli użyć samych gałązek, no to nie rozkładają się one na tyle szybko by mocno zanieczyścić. Rzekł bym nawet ,że trwają bardzo długo, jeśli nie ma głodnych krewetek i ślimaków które będą je maltretować. No i to jest właśnie ten sposób – zachowujemy klimat, bo można wlać wywar z szyszek olchy, mając jednocześnie czystość w zbiorniku.

Zdjęcie3187

Co do korzeni, bo pewnie niektórzy czytając dostają wylewu wody od podmian, że jak to BW bez korzeni. Ja ich nie stosuje od dawna, z uwagi na pracochłonną preparację, a i tak nie ma nigdy gwarancji że coś się z nimi nie będzie dziać. Za to cienkich suchych gałązek mam wokół pod dostatkiem, nie trzeba ich preparować w żaden sposób (znaczy można, ale ja tego nie robię – sparzone psują się szybciej). Są cienkie więc szybko nasiąkają wodą i toną często już na 2 dzień. W przypadku korzeni słyszałem o ludziach, którym zatopienie nie udało się  przez ponad rok… No i w razie co, można bez problemu wymienić je na kolejne. Pytaliście, dlaczego tak się uparłem na brzozowe, po pierwsze mam taki las przed domem, po drugie mają bogactwo form, kształtów i ciekawy wygląd. W wodzie nie rozkładają się szybko, nie wydzielają też niczego szkodliwego. Zatem polecam – zamiast czarnej wody, zalejcie sobie kiedyś Brzozowiankę.

Mało liści lub wcale dajemy, jeśli nie chcemy kłopotać się z syfkiem dokuczającym filtracji. Takie dno z radością powitają kiryski, choć i one lubią czasem się skryć pod listowiem. Wszystko drogą kompromisu, można wtedy kilka im włożyć dla uciechy.
Gałęzie mocujemy tak by imitowały zwisające nad lustrem wody zanurzone gałązki, lub też układamy bokiem na dnie. Jak kto woli. To akwarium miałem niestety krótko, stąd marne zdjęcia, ale nie wykluczam że jeszcze kiedyś do tego wrócę. A z ryb warto zainteresować się Samotniczkiem Neonowym, maleńką rybką, która lubi te klimaty i nie szaleje z pływaniem. Niebawem będzie opisany na stronie.

Zdjęcie2764
Z roślin ładnie wyglądają w tym zestawieniu kępki Lemna Trisulca czyli Rzęsy trójrowkowej, która tworzy piękne plechy i można ją zdobyć w naszych bajorkach. Ewentualnie Wąkrotka Białogłowa, no i oczywiście pistia lub limnobium rozłogowe.

Zdjęcie3179

w1a
I zdjęcie z omawianej wystawy – dziękuję bezimiennemu akwaryście za inspirację 🙂

Więcej o czarnych wodach na stronie dowiesz się tutaj: Czarne wody – Pogadanki w temacie.

Mała Tanganika & Szczelinowce Część 2 – obserwacje

Jak niektórzy pamiętają, jakiś czas temu umyśliłem sobie uczynić w 50 litrach ‘’Małą Tanganikę’’ w której mieszkać miał Szczelinowiec Leleupa. Akwarium długi czas spełniło wszelkie moje oczekiwania jakie w nim pokładałem – czyli, jako że nie jestem ‘’standardowym akwarystą’’, przy tworzeniu zbiorników kieruję się zupełnie innymi wytycznymi niż większość kolegów po szkle. Dla tych co nie wiedzą, jest to między innymi czas pracy, czynności i pielęgnacji jakich mam wykonywać przy zbiorniku, a tych ma być jak najmniej, najlepiej było by wcale. Ciekawe kryterium… No więc Mała Tanganika prawie w zupełności spełniła pokładane w niej nadzieje, i wytrzymałem z tym akwarium jakieś ponad 9 miesięcy. Jak na mnie nawet dużo. Przez ten czas dowiedziałem się mnóstwa rzeczy jak i poczyniłem pewne obserwacje odnośnie prowadzenia takiego zbiornika, którymi chciał bym się podzielić. Będzie to kontynuacja innego artykułu o tytule Mała Tanganika & Szczelinowce Leleupa.

Przy okazji, dowiedziałem się, że Szczelinowiec Leleupa jest gatunkiem wpisanym do Czerwonej księgi gatunków zagrożonych 😦
Tutaj możecie sobie zerknąć:
http://www.iucnredlist.org/details/60612/0


Zdjęcie3015

Jezioro Tanganika w swym bogactwie oferuje nam wiele form i sposobów do jego naśladownictwa. I muszę tutaj uczciwie powiedzieć, że trzymanie jednego szczelinowca nie jest do końca właściwą drogą, nawet jeśli w naturze występują one pojedynczo, lub inne gatunki w parach. Ponieważ nawet wtedy wokół rewiru takiego Leleupa przewija się mnóstwo innych ryb. Ale w akwarystyce idziemy czasem na pewne kompromisy.

Zdjęcie3036

Obserwacje.

I tutaj streszczę wszystkie zachowania mojej ryby, jakie udało mi się przez ten czas zaobserwować. Przede wszystkim szczelinowiec był przez ten cały czas dość płochliwy. Wystarczyło wejść do pokoju, by jedynym śladem obecności był wirujący w toni pył piaskowy, pozostałość po szybkiej ucieczce do swej kryjówki. Nie zawsze jednak reagował w ten sposób. Bywały dni, kiedy przyglądał się ciekawie ‘’opiekunowi – prześladowcy 😀 ‘’ . Sporo czasu potrafił spędzać w swej kryjówce nieustannie ją podkopując i poprawiając, wtedy widziałem tylko żółty pyszczek wynurzający się zza kamienia, wypluwający kolejną porcję piasku. Jak przestawał kopać przysypywałem to trochę, aby od nowa miał zajęcie. Ryba była najbardziej aktywna przez kilka godzin od rana, potem potrafił już do późnej nocy nie wyjrzeć ze swej kryjówki. Było to irytujące, kiedy rano się mijaliśmy, a po powrocie obserwacja akwarium wyglądała tak – gapienie się w kamień zalany wodą. Ma to oczywiście swój klimat, bo kiedy Szczelinowiec łaskawie wypłynie olśniewając swoją żółcią, wtedy masz wrażenie, że warto było pomedytować w oczekiwaniu. Ale może się to znudzić…. Dlatego muszę powiedzieć, że to nie jest akwarium dla każdego, zwłaszcza dla osób, które przyzwyczaiły się do różnobarwnego ruchu kolorowych ryb.  Razu pewnego naszła mnie myśl na zmianę aranżacji. Podniosłem przeto jedyny kamień – kryjówkę mojej ryby i pokombinowałem z innymi. Rybka nie bała się ręki, ale doznał chyba szoku i przez tydzień nie zbliżył się do kryjówki, która widać dotychczas kojarzyła mu się z bezpieczną oazą. Smutno było patrzeć jak siedzi za rurą wlotową od filtra, co jakiś czas nieufnie spoglądając na swój kamień. Więcej mu go nie ruszyłem.

Zdjęcie3014

Podmiany!

Jak wiecie, ja wody w akwariach nie podmieniam praktycznie nigdy. Szczelinowcowi i musiałem, i chciałem. Gatunek po prostu to lubi, i ma to wpływ na jego zachowanie. Kiedy zapomniałem się z podmianą, stawał się stopniowo mniej aktywny przesiadując w swojej kryjówce, nie wypływając nawet do jedzenia. A po każdej podmianie rybka jak gdyby wyczuwała ‘’dobrą zmianę’’ czemu dawała wyraz pływając majestatycznie i badając otoczenie. Szczelinowiec praktycznie nie pływa przy powierzchni, zawsze jest to dół lub środek, w zależności od urządzenia zbiornika. Urządzenie mojego akwa było do bólu proste, kamień zalany wodą z piaskiem, który tak był dopasowany aby pod nim było miejsce do schronienia. Nie jest to jednak do końca dobre rozwiązanie, choć wydawało mi się takim z początku. O tym będzie za chwilę.

Rybka zdaje się wykazywać zachowania inteligentne, mój odróżniał mnie od osób dla niego obcych na których widok zawsze czmychał. Szok przyszedł pewnego dnia. Z powodu remontu pokoju, musiałem przełożyć go do mniejszego akwarium 25 litrów. Znając jego płochliwość byłem pewien, że spędzi w ukryciu cały czas prac. Jakież było moje zdziwienie, kiedy ryba w tym odkrytym akwarium pływała ciekawsko cały czas, wyraznie obserwując co się dzieje. Jak to możliwe? Zbiornik urządzony był o wiele inaczej, przede wszystkim mnóstwo kamieni i ceramicznych rur, które jak widać dały mu zwiększone poczucie bezpieczeństwa. Taki nieład. Ale zachowanie mojej ryby zmieniło się od tej pory zupełnie, zaczął jeść nawet suche płatki, które dotychczas wybiórczo wypluwał. Tak, że można chyba wysnuć wniosek o tym, iż urządzenie akwarium jest jakąś przyczyną co do zachowania się tych ryb. No ale… trzeba by to przeprowadzić na większej liczbie osobników.

Zdjęcie3028

Uwaga, awaria!

Gdy nie mamy w takim akwarium roślin, których w zasadzie tam nie potrzebujemy dzieją się różne ‘’cuda.’’ U mnie jedynym było rośnięcie brązowych glonów i delikatnego nalotu na szybie. Można to bez problemu wytrzeć od środka dowolną szmatką, co też w wolnych chwilach robiłem. Razu pewnego wyłączyłem przy tym filtr. Już nie zastartował… Wyczyściłem wszystko co się dało, brudny nie był. Turbina gorąca, pracy brak. Udało się odpalić w wiadrze z wodą, popychając ręcznie wirnik. No fajnie, tylko jak to włączyć przy zamkniętym kuble, i co tu się stało? Odesłałem moją Ikolę do naprawy gwarancyjnej. Uwinęli się w tydzień, ale najlepsza była przyczyna awarii. Ja podejrzewałem zużycie wirnika, ale jak powiedział facet od serwisu, trzpień wirnika został otoczony przezroczystym wapienno – kamiennym nalotem, który utrudniał jego start i pracę. Oczyścili to i wszystko działa. Piszę to ku przestrodze, po prostu twarda woda jaką mamy w Tanganice, ładowana cały czas rozpuszczanym wapniem z muszelek zrobiła swoje. Kolejne cenne doświadczenie… Oczywiście z Waszymi filtrami tak stać się nie musi, może ja miałem pecha.

Twardość wody w ‘’Tandze’’ i jej parametry czasem nie odpowiadają też innym żyjątkom żywym. Przykładem mogą być moje ślimaki helmety, które na swoich muszlach odkładały biały osad, były mniej aktywne i większość czasu ‘’posypiały’’ zamiast żerować. Zatoczki to już w ogóle – ten osad odkładał im się chyba nawet w środku muszli, nie były w stanie zbyt się poruszać i umierały. Wiem, trzeba być zdolnym aby ukatrupić ślimaki, które potrafią istnieć swobodnie w słoiku z glonami bez filtra na parapecie.

neolamprologus-leleupi-uvira-orange-1

Inne wcielenia.

Oprócz naszej omawianej żółtej piękności, istnieją jeszcze inne warte uwagi gatunki Szczelinowców. Oczywiście nieco droższe i dużo trudniej dostępne. Wymienię 2 z nich, co do których uznałem, że nadają się one do prowadzenia w ‘’małej Tanganice.


Szczelinowiec cylindryczny.

Z natury są samotnikami, choć można je trzymać w dobranych parach. Rosną nieco większe od Leleupi, około 12 cm.  Urządzenie zbiornika jak i innych szczelinowców, im więcej kryjówek i zakamarków wśród kamieni, tym fajniej dla ryby. Ale pamiętajmy też o miejscach z drobnym piaskiem do kopania.  Potrzebują wyższej temperatury – o ile leleup daje radę od 18 wzwyż, tak tutaj spotykam się z opisami od 23. Być może te gatunki żyją na różnych głębokościach, stąd rozbieżność co do tolerancji temperatur.  Piszą, że ryba wymaga dużo przestrzeni – ale ja mówię tu o trzymaniu pojedynczych osobników. Rozmnażanie ryb nie interesuje mnie chyba od zawsze.

11003_080223153509

Szczelinowiec Buescheri

Chyba najpiękniejszy ze szczelinowców, jak i najlepszy kandydat do samotniczego żywota, z uwagi na dużą agresję wewnątrzgatunkową. Ponoć można w 1 akwarium trzymać najwyżej 1 parę tego gatunku, ale nie wiem czy mam w to wierzyć – przecież obecnie ludzie zakładają zbiorniki po kilka tys litrów, tam chyba podzieliły by sobie terytoria. Najlepszą odpowiedzią ‘’jak trzymać’’ będzie chyba to, jak gatunek żyje w naturze. Buescheri toczy żywot na 2 osoby – albo w parach, a te osobniki, które miały więcej pecha i z różnych powodów nie dobrały się w parę z żadną partnerką, żyją sobie samotnie w głębinach Tanganiki. Zatem obie drogi są właściwe. Ta ryba ‘’akwariowa’’ ( PS zawsze szlag mnie trafia jak czytam na różnych stronach ‘’ryba akwariowa’’ – praktycznie nie ma czegoś takiego). Totalny brak szacunku lub wiedzy na temat tego skąd pochodzą nasze rybki. Dygresja.
Ta ryba dorasta do około 9cm. I występuję w kilku odmianach barwnych. Wszystkie gatunki szczelinowców są mięsożerne. Z moim leleupem jakiś czas udało mi się utrzymać krewetki, do czasu, aż ‘’wyczaił’’ ich obecność w rogatku. Nie próbował ich tam ganiać, nie. Przekopał się z drugiej strony pod kamieniem na przeciw rośliny. Tam wyglądał w bezruchu. Kiedy tylko jakaś krewetka zapuściła się z wędrówką poza roślinę, wtedy błyskawicznie atakował porywając kąsek. Potrafił być bardzo cierpliwy, tkwiąc w nieruchomo jak szczupak, no i sporo mi ich wyłapał. Zauważyłem jak się bawi dopiero po paru dniach.
Innym razem musiałem na chwilę odłożyć tam dorosłego raczka CPO. No i spoko – Szczelinowiec tylko go sobie obserwował, odprowadzając go wszędzie jak pies. Potem jednak zaczął przypuszczać jakby ‘’kontrolne ataki’’ tzn niemocne skubnięcie, po którym natychmiast zmiatał do swej norki lotem błyskawicy. Raczek przestał wędrować i czas spędzał zaszyty pod rośliną. Szybko podziałałem z budową osobnego akwarium dla niego. Musimy pamiętać, rodzaj neolamprologus to drapieżniki, i mimo, że z początku bywają ‘’gapowate’’ to instynkt zawsze dojdzie do głosu.

Neolamprologus-buescheri-Kachese

Zielenina.

W Tandze rośliny nie są konieczne, ale posadzić można. Ze swej strony mogę polecić 2 banalne gatunki, które w tym jeziorze występują. Pierwszy to oczywiście Nurzaniec Śrubowy (Vallisneria spiralis), który dobrze znosi twardą wodę. Drugi to Rogatek Sztywny (Ceratophyllum Demersum), który jest o tyle moim zdaniem lepszy, że pochłania duże ilości wapnia – na szybach będzie mniej osadu. Nie rozrasta się w podłożu i nie puszcza mało estetycznych korzeni. Nie mam pojęcia tylko czy oba gatunki występowały tam jakoś naturalnie, czy też zostały zawleczone.

Podsumowanie, zalety, wady?

Wiem, że niektórzy z Was już po pierwszym moim wpisie na ten temat zdecydowali się założyć takie akwarium. Pokazywaliście mi w wiadomościach na stronie. Jestem ciekaw jak się Wam teraz wiedzie 🙂  W mojej ocenie nie jest to zbiornik dla każdego, choć jakiś czas był dla mnie idealny. Jedyna pielęgnacja to dolewanie wody i przetarcie szyb. Podmiana wygodna, gdyż akwarium mam otwarte, szczelinowce nie są skore do wyskakiwania. Tylko siedz wieczorami i obserwuj… Z tym, że nie zawsze było co, jeśli rybka spała pod swym kamieniem. Po jakimś czasie zaczęło mnie to wkurzać, mimo, że początkowo zbiornik działał jakby bardzo uspokajająco ( terapia akwariowa J ). Zapragnąłem życia i ruchu w zbiorniku. No i tak zakończyła się przygoda z małą Tanganiką, na rzecz powrotu do strumieni. Ale jeśli ktoś lubi mieć piękny gatunek w akwarium, swego rodzaju tajemniczość i niepewność – akwa na pierwszy rzut oka puste, ale kiedy wypłynie ryba z nory, no to mamy splendor i olśnienie. I jeśli ktoś ceni sobie wygodę obsługi zbiornika tj, mały nakład pracy przy nim, to jak najbardziej polecam.

Co dalej ze stroną, czemu nie na nowych wpisów! – Komunikaty BuszPasterskie.

Tak, wiem, że nie ma. To nawet nie brak weny, tylko czasu. Wpis który właśnie widzisz i przeczytałeś zajął mi jakoś od 6 rano do 12 – prawie 6 godzin aby to jakoś wyglądało. Choć czyta się szybko, tylko bierzmy pod uwagę wyszukanie zdjęć i filmów, sprawdzenie informacji i literówek, wreszcie zamieszczenie tego wszystkiego na blogu. Jeśli akwarystyka to moje dodatkowe hobby, bo tak właśnie to postrzegam, to inne rzeczy którymi się zajmuje są pasją która mnie wypełnia i którym chcę się oddawać prawie w całości. ”To po co zakładałeś tą stronę D…u! 😛 ”
Ale spokojnie. W planach na te wakacje mam opis kilku niebanalnych gatunków, aby rozwinąć dział ”ryby” oraz opis jednego ciekawego biotopu, choć to nie do końca właściwe słowo. Także, do zobaczenia 🙂

A tutaj jakby się komuś nudziło, 4 godzinne nagranie z podwodnego świata Tanganiki i poczynania muszlowców – prawdopodobnie Lamprologus Ocellatus.  Poznajcie prawdziwe życie 🙂

Jezioro Inle – Rogatkowe Inspiracje

Dziś chciał bym podzielić się z Wami jedną z moich akwarystycznych historii. Pamiętam ponad rok temu, kiedy zakupiłem sobie kostkę, aby urządzić w nim kawałek jakiegoś jeziorka. Inspiracją było akwarium z tego zdjęcia poniżej, zaprezentowane przez Paweł060 na kilku forach akwarystycznych. Odwalił on kawał dobrej roboty jeśli chodzi o ten biotop, tak , że z mojej strony tylko kilka zdań dodatku z praktyki, a wszystko co trzeba znajdziecie w zamieszczonym filmie. Nie ukrywam, że spodobało mi się owo akwarium bardzo, i z wyglądu starałem się odtworzyć, coś podobnego, z tą różnicą, że dla krewetek. Mimo, że rozmawiamy o azjatyckim jeziorze Inle, nie sugerujcie się widokiem krewetek czy bojownika na zdjęciach, chodzi mi o to, aby pokazać sam wystrój.

na forum
Akwarium użytkownika Paweł 060 z kanału PAWEŁ AQUARIUM

O samym jeziorze kilka najważniejszych rzeczy. Rzekomo występuje w nim mało materii organicznej, co wynika z opisu Danio Erythromicron, piszą, że w wodzie miękkiej i kwaśniej mają czuć się zle. Czy tak by było, nie wiem, bo ich nie pytałem. Podłoże jeziorka jest bardzo żyzne, obecnie ekosystem tamten boryka się z zanieczyszczeniami chemicznymi, oczywiście od człowieka. Temperatura wody nie spada poniżej 18 stopni, zatem ogrzewanie nie powinno być konieczne. Występuje w nim sporo endemicznych gatunków ryb i roślin, my omówimy sobie tylko jeden, który mnie interesuje.

Ryby – Danio Eryhromicron

Prześliczny mały klejnocik, z wyglądu przypomina miniaturowego okonia. Dorasta do 2 cm, ciało zdobią poprzeczne pręgi. Dobrze czuje się w większej grupie, z możliwością ukrycia się. Bywa bardzo nieśmiały i płochliwy, choć z czasem zachowanie to może ustępować. Toleruje temperatury z zakresu 20 – 24 c, tzn najlepiej się w nich czuje. Zamieszkuje gęsto porośnięte strefy przybrzeżne jeziora, co pewnie tłumaczy jego zamiłowanie do ukrywania się.  Zjada pokarmy żywe jak i suche.  Taka ciekawostka, że najpierw kiedyś tam, zaliczono go do rodzaju microrasbora. Gatunek w zasadzie idealny, do małych zbiorników biotopowo – gatunkowych.

3615544622_e041b4b781_z

Cerathophyllum Demersum

Rogatek sztywny. Główna roślina, jakiej użyjemy do dekoracji naszego jeziorka. Mimo, że nie jest to do końca naturalne, polecam zakotwiczyć go w piasku. Przypomina wtedy wyglądem miniaturowe świerki, i wygląda bardzo dekoracyjnie. Możecie odszukać go wszędzie, w naszej strefie klimatycznej porasta bagna, jeziora, stawy, ogółem wody stojące. Ja swój ‘’pozyskałem’’ właśnie z jakiegoś stawu oraz jeziora, zaaklimatyzował się bardzo szybko i już rośnie. Jedyne, na co polecam zwracać uwagę, to ‘’pasażerowie na gapę’’ jacy mogą przywędrować przyczepieni do rośliny. Dlatego dobrze ją wypłukać pod prysznicem. Zastosowanie rogatka ma swoje plusy i minusy, które wymienię poniżej. Te z jezior i stawów mają zazwyczaj grubsze brązowe łodygi oraz bardziej szorstkie, chropawe, grube liście. Rogatek przybiera taki wygląd od chłodniejszej wody, inni mówią, że chodzi o podgatunki, jeszcze inni równie ciekawą teorię o dostępności składników odżywczych.  Te z akwariów są bardziej miękkie i delikatne.

ceratophyllum_demersum_rigid_hornwort_14-09-06_1

rogatek-sztywny-hornwort-ceratophyllum-demersum-02
Wersja akwariowa, zawsze bardziej delikatna. 

Rogatkowe plusy i minusy.

Jest to roślina bardzo ‘’światłożerna’’, jakieś 12 godzin świecenia to taki standard. Przekonałem się o tym zeszłego roku, kiedy moje jeziorko widoczne tutaj na zdjęciach poniżej, jeszcze funkcjonowało. Musiałem wyjechać na kilka dni. Domowników poinstruowałem jak mają opiekować się tym akwarium, jednak brzydko oszukali mnie, nie zapalając oświetlenia w ogóle, bo ‘’hehe, kto to widział świecić roślinom w akwarium, starczy im dzienne’’.  Po powrocie, rogatek objawił mi się w tragicznym stanie, półprzezroczysty, białawy, w toku rozpuszczania się. A to tylko 3-4 dni bez światła. Udało się uratować roślinę tylko dzięki wykorzystaniu i odcięciu górnych pędów, które jeszcze zachowały zieleń. Natomiast całe akwarium, było w szczątkach pływających martwych igieł rośliny. Jaki z tego morał? Akwarysty, nie oszukasz…Nie próbuj.

tn_Ceratophyllum-Demersum-2
Różnica między rogatkiem ”dzikim” , a pochodzącym z akwariów jest dość widoczna. 

Roślina ssie też mnóstwo składników ze słupa wody, i bywa, że wyżre wszystko po czym zaczyna głodować. Wzrost hamuje, i dawaj od nowa – rozpuszczanie się, nawożenie własnymi zwłokami, trochę podrośnięcie no i ogólnie nic fajnego. Dlatego wymaga regularnego nawożenia przy skąpej obsadzie ryb czy krewetek. Rośnie szybko i cieszy oko, ale trzeba tego pilnować. Co jest też pewnego rodzaju minusem, gdyż co jakiś okres, czasem nawet raz w tygodniu musimy ją poprzycinać , sadząc od nowa jej górne części. Dolne z czasem robią się coraz brzydsze.  To grzebanie jest konieczne, jednak straszy rybki.

Glinianka?

Wspominałem, że w omawianym jeziorku podłoże jest żyzne. Można to imitować dodając nieco gliny na piasek, która rozpuszczając się pokryje go cienką warstwą, nadając podłożu bardziej naturalny,ciemny ton. Z czasem stopniowo będzie ‘’przesiąkać’’ przez piasek.  Można obawiać się oczywiście glonów, ale taki ‘’myk’’ posłuży i rogatkowi dostarczając mu żeru w postaci pierwiastków J U mnie pojawiał się jedynie delikatnie zielony nalot na 1 szybie, który bez problemu usuwałem podczas pielęgnacji rogatka. Można i gliny nie dawać, jak kto chce.

Wystrój.

Głównym elementem dekoracyjnym jest roślina, która stopniowo zarośnie większość przestrzeni. Nie dajemy szyszek olchy, aby nie zakwaszać wody (wiem, u mnie na zdjęciach są). Aczkolwiek w obecnej odsłonie zrezygnowałem z nich. Można pokusić się o jakieś patyki, kawałki trzciny czy suchy listek brzozowy lub buku. Tło czarne…

Lemna trisulca.
W poszukiwaniu rogatka, natknąłem się na jeszcze inną ciekawą roślinę porastającą nasze akweny, mianowicie rzęsę trójrowkowa. Rośnie bardziej w toni niż na powierzchni, zaczepiona o gałązki tworzy dekoracyjne plechy.  Myślę, że warto zwrócić na nią uwagę przy projektowaniu aranżacji, nie jest tak dokuczliwa w pielęgnacji i ogarnięciu jak Lemna Minor.

Plusy, minusy…

Ma je każdy zbiornik, i każdy biotop. Co dostrzegam, staram się przekazać.

+ Prostota aranżacji i łatwość utrzymania
+ Dekoracyjny wygląd
+ Tanie do realizacji
+ Przejrzystość, czystość
+ Naturalność

– Nawożenie
– Pielęgnacja rośliny
– Mało ryb do wyboru ( Ja robię akwaria dla samego klimatu, więc lata mi to w sumie)
– Czas świecenia
– Glina – jeśli ją zastosujemy, przy grzebaniu może pylić i mącić wodę.

Mimo wszystko, myślę, że warto zwrócić tą odsłonę akwarystyki uwagę, zwłaszcza, że pielęgnacja nie jest trudna, aranżacja banalna, a wszystkie potrzebne elementy wystroju możemy łatwo zdobyć z natury.

No i film, w którym znajdziecie wszelkie potrzebne wskazówki i ciekawostki odnośnie urządzania takiego bajorka. 

Oraz ubiegłoroczna kostka. 

20160909_201058_001

20160909_200620

Obecnie startuję z czymś takim jeszcze raz, czekać tylko aż zarośnie…

Zdjęcie2780

Sposób na glona – Clithon Corona

9cb9f5538ec2becfae491b76a452d6ca

Pamiętacie pewnie inny tekst, w którym polecałem Wam zamiast otosków ślimaki Military Helmet, jako, że Otosy pochodzą głównie z odłowu, a my jako świadomi akwaryści unikamy praktyk, w których wydziera się zwierzęta ze środowiska naturalnego na potrzeby hobbystki. Chodzi też o odporność, w kategoriach której helmety bezkonkurencyjne wygrywają z wrażliwymi Otoskami.

Oczywiście oba gatunki ślimaków, także z odłowu pochodzą…. 😦  Jednak biorąc pod uwagę ich odporność i przeżywalność, nie rozdzierał bym nad tą kwestią zbytnio szat, choć  też mi się to nie podoba.

Dziś chciał bym przedstawić Wam jeszcze innego sympatycznego glonożercę, który w handlu objawia się pod nazwami Ślimak Rogaty – Clithon Corona.  Póki co, jest to zbiorcza nazwa dla wielu różniących się kształtem i kolorem skorupy odmian czy też podgatunków z rodzaju, a których nikt niestety na tą chwilę nie odróżnia.

Ale dlaczego w ogóle Clithony? W czym są lepsze od helmetów?

Historia tego posta i moich ślimaków, jest banalna, po prostu zobaczyłem w sklepie coś nietypowego, kupiłem kilka. Dopiero poczytałem….Zła kolejność, wiem 🙂 A następnie zobaczyłem co potrafią, i dokupiłem kolejne. A potrafią więcej niż Military Helmet.
Dlatego, że są mniejsze, przez co bardziej mobilne i zwinne. Nurzaniec, który do mnie ostatnio trafił może nie był w tak tragicznym stanie, ale bujnie porośnięty, dumnymi, gęstymi wąsami krasnorostów. Jakoś szczególnie mi to nie przeszkadza, ale….Jakież było moje zdziwienie, kiedy ujrzałem Clintony bez problemu sunące po cienkich łodygach rośliny, z wyraźnym upodobaniem i jakby wyborem miejsca żerowania. Krasnorosty znikały szybko, po ponad tygodniu nie mam po nich śladu. To niewątpliwie zaleta, w porównaniu z większym i cięższym Helmetem, który nie jest w stanie żerować na tak cienkich roślinkach.Kolejna zaleta to ‘’Helenoodporność’’. Podobnie jak military helmet, clintony zdają się być nietykalne dla krwiożerczych wojowników Anetome Helena.

horned-nerite-snail-mixed-clithon-sowerbyana

Jak żyją i jak o nie dbać.

Dbać w zasadzie zbytnio nie trzeba. Poruszają się wolno, a w czyszczeniu są dokładne. Raczej nie przekopują podłoża, co zdarza się helemetom, kiedy jadą w dół po szybie. Zamieszkują rzeki, strumienie, rozmaite kanały na obszarze Tajwanu, Filipin, Nowej Gwinei i Japonii. Czyli będą więc dobrym wyborem, dla środowisk akwariowych mających przypominać wartko płynące strumienie. Podobnie jak helmety i neritiny mogą składać białe jaja, jednak larwy nie przeżywają w wodzie słodkiej. Ponoć są rozdzielnopłciowe, choć rozróżnienie płci należy do wyczynu.
W zasadzie ślimakowi jest obojętnie, jak urządzimy to akwarium. Mała tylko uwaga, jako, że maluch ma na skorupie kolce – rogi, to projektujmy wszystko tak, aby nie było zakamarków, w których mógłby się zaklinować. Tolerują temperaturę od 17 do 29 C. Co czyni go alternatywą dla ciepłolubnych Brotia Pagodula, czy Tylomelanii.
Zaletą jest też piękny wygląd, jeśli trafimy na jakąś nietypową odmianę. Moje są oliwkowo zielone.

Ogłoszenia Parafialne : 

Jak pewnie wczoraj zauważyliście, została zmieniona nazwa naszej grupy Akwarium dla każdego, na Akwarystyka Tradycyjna – Miejsce kulturalnej wymiany myśli. Dlaczego tak?
Otóż wcześniej zmiana nie była możliwa, z uwagi na ”humory” facebooka. FB informował, że zmiana nie jest wykonalna, po przekroczeniu pewnej liczby członków. Teraz się okazało, że jednak można. A istnieje już społeczność o nazwie ”Akwarium dla każdego”, z którą to nie mamy nic wspólnego poza hobby, a z którymi byliśmy notorycznie myleni. Teraz strona i grupa funkcjonować będą pod w miarę spójną nazwą.

Do partnerów naszej strony dołączyła ostatnio inicjatywa SOS dla Zwierząt , oraz projekt
Szepty Kniei – Opowiadania Przyrodnicze , czyli tajemnice lasu, gwar łąk i tchnienie pól zawarte w malowniczych literackich opowieściach. Przystań relaksu dla Duszy, do której odwiedzania serdecznie Was zapraszam.

Krewetki ”Red cherry” w akwariach tradycyjnych.

Dobry to,tani dodatek do pizzy…ale nie tylko. Jako, że goszczą już u mnie jakiś czas opiszę nieco, co zaobserwowałem.Dla doświadczonych kreweciarzy będą to informacje ”nic nie wartne” oraz mogą się z nimi nie zgadzać, czy też nawet przerazić, tak więc standardowo już zawodowych kreweciarzy uprasza się o nie czytanie tego wpisu 🙂
Przez wielu już nie docenianie, bo przecież, mamy do dyspozycji tyle drogich odmian barwnych, oraz dużo droższych Bee, że pospolite ”redki” bywają i pogardzane. A przecież zachowują się tak samo, jak ich bardzo drogie i kolorowe siostry.
Krewetka red cherry przedstawia swą osobą dość pocieszny widok, czarne oczka,długaśne ruchliwe czułki-wąsiki, do tego odnóża. I to aż 3 rodzaje! Każde służy czemu innemu, te pierwsze tzw szczypczyki albo nożyczki jak niektórzy wolą. Tymi to łapkami chwytnymi krewetka pobiera pokarm. Drugi rodzaj odnóży służy krewetce do przemieszczania się po powierzchniach stałych, korzeniach, kamieniach ,gałązkach ,roślinach. Trzeci rodzaj natomiast do pływania, co wygląda bardzo śmiesznie jeśli ktoś nigdy tego nie widział. Chociaż wychodzi im to całkiem z gracją. Odnóżami tymi krewetki samice wachlują też jajeczka.

09

O zachowaniach.

W zasadzie cały czas żerują, czyszczą czułki, czasem pływają lub chodzą po korzeniach, roślinach. Ewentualnie kopulują. Można się pośmiać kiedy krewetka dosiada czasem sunącego po szybie ślimaka i tak sobie jedzie… Kiedy się czegoś przestraszą potrafią bardzo szybko ”skoczyć” w dowolnym kierunku . Moje są bardziej aktywne chyba w nocy, nie wiem ,może to normalne. A może przychodzą do karmy dla otosków którą wrzucam po zgaszeniu światła.

Żywienie.

I tutaj dochodzimy do pierwszego dużego plusa na korzyść red cherry. Zjedzą praktycznie wszystko co jest materią organiczną. Od karmy do ryb ,po martwe ryby i przynajmniej nie rozchorują się bo nie chorują na ”rybie” dolegliwości ,mogą być co najwyżej nosicielami. Są dwie szkoły żywienia krewetek, jedni uważają że nie należy ich niczym dokarmiać bo mają w akwarium pod dostatkiem karmy, inni, że należy podawać specjalne pokarmy. Fakt faktem że w obu szkołach red cherry egzystują i rozmnażają się. Jedzą dosłownie wszystko ale najlepszym wyborem będą pokarmy roślinne, np suchy liść dębu, orzecha, liść pokrzywy, skrzyp polny, suszony banan jabłko oraz sporo można poeksperymentować z innymi owocami czy warzywami. Zwracajmy tylko uwagę, czy nie są pryskane, jak i nie trzymajmy takich resztek długo w akwarium. Dlatego wyżywienie ich nie przedstawia żadnych problemów i kupowanie pokarmów można sobie całkowicie odpuścić. Inni uważają że muszą mieć specjalistyczne pokarmy. Na pewno w naturze też mają, ich miłośnicy siedzą i tam dorzucają im specjalne pałeczki by nie głodowały biedne…O, chwila RC nie występują w naturze jako ta odmiana. Oczywiście kupno pokarmu jest wygodniejsze niż samodzielne suszenie. U mnie w ”krewetkarium” nie zwracały uwagi na żaden specjalistyczny pokarm ,natomiast żerują na suchych liściach i korzeniach. Na wszystkim można zrobić więc pewne firmy zwęszyły interes i wzięły się za produkcję ”jedynych najlepszych i najbardziej naturalnych” pokarmów dla krewetek. Uśmiałem się bardzo czytając ich poetyczne opisy:
” Liście orzecha posiadają duże zdolności przeciwzapalne, bakteriobójcze, grzybobójcze, przeciwrobacze w akwarium przyjmują role naturalnego antybiotyku. Nasze liście są młode i oprócz działania prewencyjnego na wodę , służą po namoknięciu jako pokarm dla krewetek.”
Oczywiście wszystko to po części prawda, ale zrozumiałem dlaczego moje krewety nie ruszały wrzucanych podobnych specjałów. Po prostu całe to akwarium, aż ‘’kipiało’’ od pokarmu dla nich który można normalnie kupić, było to w stylu black water a więc miały tam liście dębu, orzecha, buku, szyszki olchy, cienkie gałązki z osadem na których cały czas żerują.

krewetka-red-cherry-neocaridina-davidi-var-red-10

Warunki i utrzymanie:

Tutaj kolejny plus dla red cherry ,zadowolą się już bardzo małym akwarium 10-30 l ,choć spotykam się z opiniami, że i tyle to stanowczo za mało, pomimo, że wszystkie krewetkaria robione są właśnie w tych rozmiarach. Osoby te, za pewne nie wiedzą, że w naturalnym środowisku dzika ich odmiana żyje w dużym zagęszczeniu a do dyspozycji ma same kamienie i korzenie ,z bardzo małą ilością roślin.Tak więc ”roślinniaki” czy ”mcharia” nie są najwłaściwszym środowiskiem dla red cherry i nie wiem kto to wymyślił-rozumiem zielone cieszy oko i podoba się. Co nie zmienia faktu, że krewety lubią na roślinach i we mchach buszować.  Inna sprawa że można wyszukać i takie opowieści :  ” Kupiłem filtr kubełkowy używany, 2 dni stał zalany ,po czym otwieram a tam żywe krewetki, co robić?” To jak najbardziej możliwe. Czytałem też na pewnej grupie,  że niby żyja dziko w zalewie szczecińskim i przezimowują. Osoby twierdzą że o każdej porze roku poławiają je tam sobie do hodowli. Być może chodzi o jakiś inny gatunek. Nie wiem co tym myśleć ,bo według internetu red cherry tolerują temperatury od 18 do 24 najlepiej. Z moich obserwacji, aktywność spowalniają przy 15, a giną przy 10. I nie, nie męczyłem krewetek aby to sprawdzić, znajomy kiedyś transportował autem zimą, i zmierzył temperaturę.  W filtrach, jeśli się tam zostaną żyją sobie wcale nie najgorzej. Zawsze przy czyszczeniu wylatuje mi sporo żywych.

Inne obserwacje.

U mnie krewety były chyba, we wszystkich możliwych akwariach jakie robiłem. Ich zachowania w tych zbiornikach pozwoliły mi zweryfikować ‘’wiedzę internetową’’ odnośnie błyszczących i wypucowanych zielonych cudeniek z full techniką, jakoby te stworzonka według niektórych potrzebowały do szczęścia. Wstrząs pierwszy – nie lubią one mocnego oświetlenia. W jednym akwarium każdego poranka następował ten sam rytuał – zapalenie światła, co skutkowało odskakiwaniem spłoszonych kreweciątek w różne strony, i szukania sobie ciemniejszych kryjówek. Jeśli oświetlenie było rzeczywiście mocne, jakoś mniej pokazywały się na przestrzeniach, wybierając miejsca zacienione. Dopiero po zapaleniu słabego oświetlenia wieczornego stawały się bardziej aktywne. Dały nawet radę w Tanganice z muszlowcami wielopręgimi, gdzie jednak cały swój czas spędzały na gąbce od filtra.
Ale najlepiej, prowadziły mi się w akwariach typu Czarnych Wód. Słabe oświetlenie, mnóstwo rozkładającej się materii organicznej służącej im za pokarm, widocznie to powodowało booom rozmnażania. Zawsze po iluś miesiącach funkcjonowania takiego akwarium miałem niezliczone ilości kreweciej drobnicy, a samiczki cały czas nosiły jajeczka. Dodam, że wtedy też prawie niczym ich nie dokarmiałem. W obecnym akwarium w typie strumienia, mimo, że żyją sobie już długo, rozmnażają się o wiele mniej. Być może, ma tu też udział niższa temperatura wody. Można zobaczyć je pod tym linkiem.

Mini strumień – niskobudżetowa akwarystyka środowiskowa

Co do połączeń z rybami, uważam, że szczęśliwa krewetka nie powinna ich znać. Nawet jeśli jakiś gatunek nie interesuje się nimi, to i tak przypadkiem zbliżenie się rybki powodować może reakcje obronne i odskoki. Pamiętam, jak do swojego strumienia wpuściłem kiedyś eksperymentalnie grupkę Danio, które zjeść ich nie mogły, ale nieustannie podskubywały. Krewety znikły mi z widoku na ponad tydzień, tak długo jak gościły ryby. Innym razem, byłem świadkiem jak podrastający narybek gupika w kostce, już próbował atakować i zjadać mniejsze od siebie sztuki.
Zdarza się, że przez obecność ryb krewetki częściej wyskakują z nie przykrytego zbiornika. Nie wiem czy dobrze robię, ale jako, że obawiam się takiego malucha zgnieść, zawsze, gdy zdarzało mi się taką krewetę zobaczyć na czas, podnosiłem za czułki i przenosiłem do zbiornika. Od kiedy nie mam ryb, ‘’zjawisko’’ nie występuje.
Muszę też zauważyć, że dużo lepiej radzą sobie z nurtem wody, i poruszaniem po śliskich gładkich kamieniach, niż np. raczki CPO. Nie widzę, by sprawiało im to jakiś szczególny problem.

dsc_3611-1
Na czarnym podłożu i w dużej grupie prezentować się będą najpiękniej, choć nie pokażą nam całości swoich możliwych zachowań. Prawdziwe oblicze Red Cherry ukazuje dopiero w dzikim akwarium, gdzie ma możliwość wspinać się, pływać, ukryć. 

Należało, by jeszcze wspomnieć o sprawach wody. Jako, że nie badam u siebie parametrów, to jednak pamiętam, że w akwariach typu BW miewały problemy przy zrzucaniu wylinki, pancerzyk nieco odstawał, i bywało tak ileś dni, zanim nastąpiła całkowita wylinka. Wysnuwam więc nieśmiały wniosek, że bardziej miękka i zakwaszona woda, nie do końca im służy.

No cóż, zwierzaki te mogę polecić czy jako uzupełnienie, ekipę czyszczącą, albo głównych mieszkańców zbiornika. Ich niesamowita plastyczność pod względem środowiska, pocieszne zachowania do obserwacji, odporność, prostota utrzymania sprawiają, że są one doskonałym wyborem w akwarystyce niskobudżetowej. A na pewno będą dobrym wstępem, do ewentualnego rozpoczęcia krewetkowej przygody.
Więcej informacji odnośnie krewetek tkwi w odmętach Internetu, i tylko czeka, aby zostać przeczytane 🙂

china_habitat_bee_shrimp
Jako ciekawostka, podobno naturalne środowisko krewetek Bee. Na blogu zamieszczone jest też kilka filmów ze środowisk różnych gatunków odmian dzikich. 

 

Bo pan w sklepie tak mi doradził.

Dziś jeden z tematów, który niczym pory roku, cyklicznie powtarza się w pętli czasu, niezmiennie powodując ‘’gównoburzę’’ na forach i grupach akwarystycznych. Piszę tego posta i ku przestrodze, i w nadziei, że o jakiś ułamek przyczyni się to do mniejszego % występowania takich sytuacji.

Ostatnio napisała do nas jedna pani z problemem w akwarium. Zazwyczaj przewija się cały czas to samo – a to jakie rybki mogę mieć, jakie akwarium dla bojownika, jakaś choroba, w większości przypadków wszystko to co można sobie w kilka minut sprawdzić w Internecie. Na takie wiadomości nie czuję się zobowiązany odpowiadać, gdyż zakładam, że jeśli ktoś pisze do mnie przez facebooka lub maila, to dostęp do Internetu jednak posiada. Tym razem było inaczej , prośba pomocy dotyczyła glonów, a to jak wiadomo kataklizm w akwarium… Mówi, ten, kto dolewa czasem nawozy, by glony mu wyrosły J No ale do sedna, już pobieżne zerknięcie na załączony w przesłanym mi zdjęciu fragment akwarium zaniepokoił mnie. I bynajmniej nie z uwagi na bujne krasnorosty siedzące wesoło i gęsto na liściach wetkniętych tu i tam w koszyczkach jeszcze sklepowych, w gruby żwir.

4961539

Wiedziony przeczuciem pytam o obsadę i litraż, na co otrzymuję odpowiedz:

50 litrów, bocje, brzanka rekinia, 3 ‘’glonojady’’ 1 gibiceps, jakieś tam bystrzyki, 2 grubowargi dwubarwne….  ‘’Wesoło’’, myślę.  Otrzymałem jeszcze informację, że jeden ze zbrojników jest agresywny (no ciekawe dlaczego) . Nawet już nie chcąc się denerwować nie pytałem o filtrację itd.

Nie chcę w żaden sposób oceniać tej pani, ani jeśli to czyta, nie chcę by traktowała to jako jakiś atak osobisty. Takich historii z podobnym przebiegiem i scenariuszem przewija się mnóstwo i ja do nich już dawno przywykłem. Czynnik który powoduje, że ryby kończą w takich karcerach jak kończą, jest zasadniczo jeden główny, a nie jak chciała by wiedzieć większość zazwyczaj hejtujących, czyli ‘’okrutna sadystka dla własnej zachcianki męczy ryby w za małym akwarium’’. Chyba każdy z nas to przerabiał , na jakimś etapie, i ja w dzieciństwie traktowałem rady panów i pań z zoologa jako prawdy objawione , no bo przecież na logikę – skoro tam pracują, to się znają prawda? Idziemy do jakiegokolwiek sklepu, nie musimy się na wszystkim znać, i liczymy na poradę fachowca z branży. Pal licho, gdy sprawa dotyczy np. mebla kuchennego, który posłuży nam kilkadziesiąt lat, i co najwyżej może nam się potem kolorek nie podobać czy drzwiczki będą skrzypieć. Co innego, gdy sprawa dotyczy żywych stworzeń. Pani bohaterka tej opowieści oczywiście pierwsze kroki po ratunek z glonami skierowała znów ku sklepowi zoologicznemu, gdzie pewnie ten sam pan, który sprzedał i polecił jej tą obsadę do akwarium 50 litrowego, tym razem genialnie i naturalnie polecił jakiś chemiczny środek przeciw glonom…i w taką ‘’akwarystykę’’ z problemami można, by się bawić w nieskończoność, ku uciesze drobnych sprzedawców z małomiasteczkowych sklepów zoologicznych.  Jak ktoś uczestniczy w facebookowych grupach akwarystycznych , pewnie nie raz był świadkiem sytuacji, kiedy nowo dodana osoba dziękuje za przyjęcie, po czym chwali się swoim akwarium. Jeśli wygląda ono jak w opisie powyżej, leci wtedy hejt, gromy, oburzenie, po czym jeszcze szczęśliwa 5 minut temu osoba ze znalezienia podobnych sobie hobbystów, przybita, również oburzona, czy co kto tam odczuwa, opuszcza w pośpiechu nie przyjazne środowisko. No chyba, że zdąży opowiedzieć historię o panu ze sklepu, przełknie gorycz, i … jest reformowalna.  W całej historii dla mnie najbardziej przykre jest to, że nasza bohaterka po pomoc zwróciła się dopiero, gdy zaczęły jej przeszkadzać wizualnie glony, bo jak się dowiedziałem, ryby przebywały w tych warunkach , uwaga – 5 lat. Oczywiście, mogła też nie mieć pojęcia o tym co im zafundowała, no bo przecież pan ze sklepu nic nie wspomniał, i sam takie dobrał.

garra-rufa-er

Większość już pewnie rozgryzła co prawdopodobnie było przyczyną powstawania bujnych glonów, mianowicie przegęszczenie dużych i rosnących ryb, w tak małej przestrzeni, które produkowały duże ilości produktów przemiany materii, czego nie był w stanie przerobić nie wystarczający filtr, a co wykorzystywały sobie radośnie glony. I chyba one w tej przypowieści były najszczęśliwsze…. Osobie zaleciłem w taktowny sposób poszukanie nowego domu rybom, czy to zrobi nie wiem.

Geneza tego typu sytuacji jest jedna i zazwyczaj niezmienna – mityczny pan lub pani w sklepie zoologicznym, który polecił. A ludzie…jak to ludzie  idą i kupują rybki bo takie im się akurat podobają i to jedyne kryterium doboru, a sprzedawca ma gdzieś do jakiego akwarium trafią. Co nie znaczy, że oba te zachowania pochwalam, ale tak jest.
Teraz pytanie, kto tu jest winny, kogo ‘’gnoić’’? Ja bym winą w 80% obarczył sprzedawcę, gdyż często z premedytacją lub ignorancją wciskają ludziom ryby, byle sprzedać, bez żadnego wywiadu środowiskowego. Często robią to cynicznie, ale równie często ich wiedza nie jest tak obfita, jak potrzebowali by tego klienci. Bywają osobami które są znudzone swoją pracą i setnymi pytaniami o to samo, jak i dobierane są osoby bez doświadczenia w akwarystyce, bo w końcu to handel, a oni mają sprzedawać.  Tak, że traktowanie pań i panów z zoologa jako doradców to bardzo często błąd, który prowadzi do wielu akwarystycznych tragedii, a w konsekwencji nie przyjemności, zrażenia do hobby itp. Oni wcale nie muszą mieć wiedzy, by w zoologicznych sprzedawać, nie muszą być nawet sympatykami akwarystki. Zamiast tego dominować może ”wiedza handlowa” czyli co i jak mówić, jakich przekręconych nazw ryb używać, by sprzedać.  Taka przypadkowa osoba całe życie wierzyła swemu sprzedawcy– który ma przecież pod opieką tyle akwariów i rybek, no to musi się znać! Przychodzi na grupę akwarystyczną, gdzie okazuje się, że wszystko dotychczas robiła zle, i jeszcze maltretowała ryby. Naprawdę, może być wstrząs.  Pozostałe 20 % to ignorancja ludzi, którzy myśląc sobie, że akwarystyka to ‘’trzymanie rybek w akwarium’’, przez tyle czasu nie poświęcili nawet minuty, by poczytać coś o swoich podopiecznych. Albo zrobili, to i olali. Poza ślepą wiarą w dobre intencje chcących zarabiać na nas sprzedawców, wypadało by czasem zastanowić się, zwłaszcza , gdy problemy w zbiorniku trwają i trwają, a stosowanie się do ”rad”pana nakręca spiralę powodując kolejne. Skoro cały otaczający nas w życiu handel, biznes, ukierunkowany jest na to, by wcisnąć nam swoje produkty i na nas zarobić, dlaczego w akwarystyce miało, by być inaczej? Bo ryby? Nie bądzmy naiwni.

11264857_148062555532109_6919281297446065250_o

Aby było sprawiedliwie, muszę tu powiedzieć, że nie wszyscy sprzedawcy są tacy, ani nawet sklepy. Są ludzie, którzy swoją pracę traktują z pasją i zaangażowaniem, a każdego klienta indywidualnie, oraz żywo interesują się tym co mamy w zbiorniku, udzielają cennych rad, gdzie w rozmowie obie strony dowiadują się nowych rzeczy. Są takie sklepy i miejsca, bywałem w nich.   Jednak w przeważającej większości kończy się i bywa jak w opisanym powyżej.

Najważniejsze pytanie – co my akwaryści możemy zrobić, by temu przeciwdziałać?

Warto chyba przy okazji czytania takich opowieści, zapytać o nazwę sklepu. Następnie, spróbować się skontaktować, i powiedzieć, co robią nie tak, a co nam się nie podoba. Zobaczyć czy będzie poprawa. Przecież o jakości usług decydują zadowoleni klienci…No, i tak są zadowoleni po kupnie każdej nowej rybki, którą dobierze im ‘’fachowiec’’. Następnie bojkotować takie sklepy… tylko w skali lokalnej, nie za wiele to zmienia, bo zawsze znajdą się osoby, które zawędrują tam z doskoku, i będą robić zakupy. Ja myślałem, o stworzeniu czegoś takiego jak ‘’Czarna lista sklepów akwarystycznych i zoologicznych’’ , które oceniane pod wieloma kryteriami, gdyby wykazały się wyjątkową hardością, mogli byśmy na takiej liście wspólnie umieszczać. Należało, by to jednak stworzyć w porozumieniu z wieloma forami i stronami poświęconymi naszemu hobby, wymaga to szerokiej współpracy i wielu rozmów. A zawsze, ktoś tam się może nie zgadzać. W każdym razie temat pozostawiam otwarty, gdyby pojawiły się jakieś osoby zainteresowane. Któż zadba o to hobby, o ryby, by takie historie wydarzały się jak najrzadziej, jeśli nie my sami?

dsc06217

Akwarium małe czy duże?

Temat ten może być przedmiotem i szerokiej dyskusji, ale ja postaram się po prostu wymienić ”za” i ”przeciw” co do obu rodzajów zbiorników. Może się to kiedyś komuś przyda i ułatwi podjęcie decyzji. Kryteriów doboru odpowiedniej wielkości zbiornika może być wiele, począwszy od zwierząt jakie zamierzamy w nim trzymać, możliwości mieszkaniowe i finansowe, po wytrzymałość podłogi. Ale do sedna.

13923794_329362250738065_428316862988407525_o

Duże akwaria +

+ Można zaszaleć z obsadą jak i do wyboru większa ilość gatunków. Co za tym idzie, możemy podziwiać ich fascynujące zachowania.
+ Można zrealizować większość biotopów.
+ Ryby czują się lepiej.
+ Parametry wody są stabilniejsze lub mniej gwałtownie zachodzą zmiany. Łatwiej je utrzymać.
+ Plus subiektywny – lepszy relaks i większa przyjemność z obserwacji?

I to by było na tyle.
Teraz minusy –

-Większy koszt kupna zbiornika
-Większy koszt kupna oświetlenia
-Większy koszt zaopatrzenia w odpowiednią filtrację
-Większy koszt kupna ryb-trzeba ich kupić więcej niż do małego.
-Wiele więcej pracy jeśli zdecydujemy się na akwarium typowo roślinne.
-Trudniejsza aranżacja przestrzeni.
-Trudność ,jeśli zajdzie taka potrzeba w złapaniu rybki.
-Przy ogromnych zbiornikach ,trudności z umieszczeniem w mieszkaniu, potrzeba konstrukcji osobnego stelażu nośnego lub wzmocnienia podłogi. Spotkałem się z czymś takim, że w przypadkach na prawdę dużych zbiorników powyżej kilku tysięcy litrów, ludzie zajmują się tym już na etapie projektowania i budowania domu.
-W razie jakiejś awarii- np 900 litrów wody w pokoju….
Ogólnie zamyka się to w tym że wszystkiego trzeba więcej .

12804668_548412522002029_3414115886805583097_n

Małe akwaria plusy +

+Mniejszy koszt kupna
+Mniejszy koszt oświetlenia
+ Mały koszt filtracji
+Mniejszy koszt obsady…
+ Łatwe do aranżacji (opcjonalnie)
+Mniejsza ilość pracy przy zbiorniku ( również nie zawsze tak jest – zależne od biotopu i charakteru akwarium)
+Łatwiej wkomponować w mieszkaniu
+Nie potrzeba specjalnie wytrzymałych konstrukcji czy szafek,może stać na zwykłym meblu.
+Łatwiej złapać ryby.
+ Łatwiejsza obsługa
+Zajmuje mniej miejsca
+ Odpowiednio zaaranżowane również potrafi być wycinkiem biotopu / natury, cieszącym oko.

Minusy:

-Mniej do wyboru gatunków ryb (lub często żadne)
-Trudniejsza aranżacja biotopu
– Łatwo o przegęszczenie obsady
-Trudniej uzyskać równowagę w zbiorniku

w1a

Jeszcze co do dużych akwariów. Sam z rozmaitych przyczyn pozbyłem się swoich dużych zbiorników, i nie zamierzam do nich wracać. Ostatnio byłem świadkiem przykrej sytuacji, gdy komuś w 1000 litrowym akwarium jakoś po kilku dniach od zalania pękła przednia szyba…. Wiele rzeczy trzeba wziąć pod uwagę, tamto akwarium było rzekomo wypoziomowane i stało na odpowiednim stelażu, jednak materiał ”pracował” i wystarczyło niewielkie uchybienie, by szyba trzasła na całości.Miało także poprzeczne wzmocnienia ze szklanych listw. Zdarza się tak dlatego, że w dużych zbiornikach, jako iż ciężar mamy większy, większy jest też nacisk na różne wrażliwe miejsca akwarium. Niewielki przechył, może zafundować nawet kilkadziesiąt nie przewidzianych kg nacisku. Teraz pomijając koszty naprawy, i czas pracy przy stawianiu wszystkiego od nowa, – chcę tylko powiedzieć, że przy mniejszych zbiornikach takie atrakcje nam nie grożą, a także można je ciekawie biotopowo zaaranżować, co udowodniło wielu akwarystów.
Każdy medal, ma dwie strony jak to mówią 🙂

Jako uzupełnienie można przeczytać sobie inny tekst:

Zakładamy akwarium – o czym nie wspominają poradniki?

2fc7edd78e95a327c79f5b6d8b63202b